środa, 10 kwietnia 2013

NIERAZ TRZEBA POPŁAKAĆ

Mała przerwa w pisaniu,możliwe,że spowodowane to było ostatnim pobytem w szpitalu. Wyniki przed podaniem chemii były dobre,jedynie leukocyty ździebko spadły.
Dobry humor znikł po podaniu "koktajlu"...drętwienie rąk,nóg,twarzy,wybuchy gorąca...
Niespokojna się zrobiłam,gdy mąż zadał mi pytanie:"ta chemia nie zabije mnie?".Nieoczekiwanie pojawiły się łzy,zadawanie dalszych pytań...Nie wiem co się stało,nagle z pozytywnie nastawionego człowieka zmienił się w człowieka pełnego obaw,strachu...
Stan zaczął się robić nieciekawy,wezwałam lekarza,który wstrzymał podawanie chemii.Podano lekarstwo i po jakimś czasie mąż doszedł do siebie.Teraz byłam spokojna i mogłam wracać do domu.
Po godzinie podano ciąg dalszy "koktajlu".
Wracałam do domu w miarę spokojna,ale z płaczem.Płakałam przez całe 80km.Pytania,które zadawał mi mąż cały czas słyszałam podczas powrotu do domu.Wydawało mi się,że myślimy pozytywnie,że jesteśmy silni,że pogodziliśmy się z tym,że razem z nami znów zamieszkał nieproszony gość...Myliłam się,coś czuję,że nie jeden raz będziemy mieli "słabe dni".Niby się śmiejemy,żyjemy każdą chwilą,ale coś w naszej psychice kumuluje się i za jakiś czas eksploduje.Dziwiłam się sobie,że przez cały czas nie mogłam płakać,gdy mnie coś "dusiło",ale nadszedł ten dzień,gdzie "pękło" to we mnie...Nieraz dobrze jest popłakać,robi się lżej na sercu...
     Dziś mąż czuje się dobrze,codziennie bierze w tabletkach Xelode i można powiedzieć,że znosi ją dobrze.Troszkę mniejszy apetyt,ale za to wróciło jeszcze większe pozytywne myślenie :)
"GDY NIE MA POGODY TO ZAWSZE JEST POGODA DUCHA"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz